Dalej niż balkony.

/ fot. Dawid Wieczorek

To była miętowa maść na bóle mięśni. Teraz wszystkie koszulki z tamtego miejsca nią pachną. Ten zapach nie schodzi nawet w 40 stopniach. Potem cała szafa wybucha miętą, jest wspomnieniem tego lata, wdrukowanym w powietrze. Obrazy, supercut z tamtego lata. Boazeria na suficie i kasztanowiec za oknem, ramen na dowóz z Pyszne.pl i koty latające tak wysoko jak mole ubraniowe. Rossmann na skrzyżowaniu i mobilny internet, który śmigał jak światłowód. Ta kamienica stała na skrzyżowaniu miasta i mojego życia, zaraz pod nadajnikiem Play’a.

Tamto mieszkanie przyjęło wszystkie moje sekrety i wszystkie moje koty. Korky bawił się kasztanami i wydobytymi spod szafy zakrętkami do markerów po wcześniejszych lokatorach. Ale najpierw zgryzł je ich pies. To była praca grupowa, piękne a niedocenione szczękodzieło. Zawsze byli jacyś wsześniejsi lokatorzy, stare słoiki po ogórkach, pawlacze wypchane folią bąbelkową, rybiki cukrowe w lodówce. Wynajem w tym mieście uczył pokory, bardziej niż piosenki Jacka Cygana

Konkursy mieszkań i konkursy kredytów. Poranki od których bolała głowa i drętwiały ręce. Cebule dymki ciśnięte we mnie i Kikimorę. Kartony przeprowadzkowe z Castoramy, taksówkarz, który obiecywał, że mi pomoże, bo przypominałam mu zmarłą córkę. Próbowałam nie marszczyć nosa od słońca, kiedy wiózł mnie z powrotem na rondo. Jedyne zablokowane, zamurowane i nieprzejezdne rondo tego miasta. Nie można było o bardziej dobitną metaforę. Przejeżdżałam obok niej na rowerze, ślepa i głucha, a moje tatuaże płonęły w słońcu. Później noszenie kartonów, noszenie słów, noszenie w sobie ostatnich kłótni. Uczenie się minimalizmu, uczenie się niesłuchania, uczenie się nowych poranków. Uczenie się ciszy. Zakochiwanie się na nowo, zakochiwanie się w kasztanowcu, w jesieni, w Tyńcu. 

Wyprowadziłam się z tamtego białego, sterylnego mieszkania z balkonem zawieszonym na wewnętrznym podwórku, z widokiem na rzędy mieszkań pod drogi wynajem. Codziennie widywawałam tych klientów premium. Balkony były tak blisko, że widziałam jak królik sąsiadki premium zjadał słupki marchewki i jak kot sąsiadki premium z prawej owijał wokół siebie ogon zanim przysposobił się na popołudniową drzemkę. Z A. byliśmy dalej od siebie niż te balkony. Byliśmy na dwóch biegunach, spaliśmy, pilnując swoich brzegów tamtego king size, 160 centymetrowego, oddychającego materaca z włóknami bambusa. Zasypiałam i liczyłam na to, że się nie obudzę,. Budzik zaczynał o 7:00, a ja nie mogłam złapać tchu. 

Pierwszy atak paniki u Kiki, ale też nasza pierwsza wanna, Junkers, który wybuchał płomieniem jak wielki zimny ogień. Koty go uwielbiały. Ja nurkowałam swoje myśli w wannie i liczyłam na to, że Junkers nie wybuchnie jak moje życie. Wynurzałam się na powierzchnię i mogłam złapać oddech. W końcu nareszcie mogłam to zrobić. Korky syczał na wodę, wpadał do wanny, zdrapywał pazurki na jej spadzistych brzegach i biegł schować się za wersalkę do końca wieczoru. Kiki miała grację czarnej lilii wodnej, kiedy przechadzała się swoimi puchatymi łapkami po krawędziach wanny. Uwielbiałam ją przechwytywać i wciągać w odmęty, tak jak wciągnęło mnie tamto lato. Wyskakiwała z lekko urażoną miną i cienkim, zmoczonym ogonem. Kończyła ablucje z charakterystyczną sobie gracją pod klozetem, z którego deska odpadła lata temu i nikt nie pomyślał, że taki element mógłby się tu jeszcze przydać. Kotom było obojętne. Miały wyjebane. Szybko zajawiły się na starą, odpadającą boazerię, po której mogły się wspinać aż do wysokości zdrapanych naklejek z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wychodziłam z wanny i oddychałam wodą z aloesem. Uczyłam się oddychać na nowo i nie potrzebowałam do tego coacha. 

⍟ ⍟ ⍟

Ten tekst dedykuję wszystkim tym, którzy pomogli mi tego lata. Moim przyjaciółkom, bez których nie byłabym tu gdzie jestem i już na pewno skończyłabym z ciężką nerwicą. Karen, która przekonała mnie, że moje koty są z Bronksu i kliknęła ten jeden link na Otodom, Karuszce, która tak naprawdę od zawsze wiedziała, Renanowi, agradeço-te muito por todas as caixas que você moveu para cima e para baixo nas escadas pra mim e por todas as conversas à beira do lago, Pani Dominice, która przyjęła mnie pod swój dach bez kaucji i bez pytań, Babci Anielce niech będzie Wieczne Odpoczywanie, A. za ogromną lekcję życia i lekcję tego, że nie paruje się ludzi po znakach zodiaku, Dawidowi za nauczenie mnie, kim tak naprawdę jest Baby Yoda i za to, że mogę być postacią z kreskówki. Moim kotom, Kikimorze i Korkinowi, za wszystkie kwiatki, których jeszcze nie zjedli i mojemu Pasierbowi za to, że przytula się ciepłą dupką.

Czytaj dalej

Mole.

/ fot. Kikimorka kocha nowe lustro

Wzięłam to mieszkanie od ręki. Bez kaucji, do wejścia. Co rano wyobrażałam sobie, jak babcia Aniela dokonuje tutaj żywota, ściskając spoconą dłonią koronkową pościel. Wyobrażałam sobie jej myśli między budzikiem o 7:05, 7:10, 7:15. O 7:20 znowu spałam. Zawsze wyobrażałam sobie ją już bez dziadka.

Czytaj dalej

Meblościanki i perwersje.

/ fot. S_sylwia™

Moje życie to ładne doniczki i brzydkie meblościanki. Mieszkania z Gumtree pofiltrowane po: od właściela, przyjazne zwierzętom, bez kaucji. Meblościanka wygląda na zdjęciach lepiej niż w sercu. Nauczyłam się już, że o wcześniejszych lokatorach się nie myśli, ich się czuje. Na szczęście jest duży balkon, upchnęły się na nim wszystkie dywany, zwinięte w rulony jak pękate jointy. Co to był za pies, który wyleżał te dywany i który zostawił tu tyle zapachów, że Kiki dwa tygodnie chodziła i syczała na meble?

Czytaj dalej