Trzy dziewczyny. Trzy oddechy.

I. Ewa.

Sta艂y艣my z Ew膮 na przej艣ciu dla pieszych na Salwatorze. To by艂 jeden z tych ciep艂ych i suchych jesiennych dni. Taki dzie艅 co to m贸g艂 by膰 wyci膮gni臋ty z filmu, a nie z kalendarza. Zajezdnia tramwajowa. Salwator. Osypuj膮ce si臋 z drzew 偶贸艂te, pozwijane li艣cie jak ma艂e nieudane origami jesieni. Lekki wietrzyk. Kosmyki w艂os贸w w k膮cikach ust. Sta艂y艣my i czeka艂y艣my na czerwone 艣wiat艂o. I wtedy jaka艣 dziewczyna niespiesznym, ale zdecydowanym krokiem przesz艂a przez pasy i skr臋ci艂a w prawo, w kierunku Diabelskiego聽Mostka. Zrobi艂a to tak naturalnie, tak pewnie i tak spokojnie, 偶e Ewa stwierdzi艂a: Musi pracowa膰 na nocn膮 zmian臋 w korpo, skoro tak przechodzi. Po prostu musi. Czytaj dalej