Kurz, słońce, kichnięcie. Czyli życie w czasach materii organicznej.

Jedziemy rano do pracy zapchanym autobusem. Mieszkamy na przedmieściach. Bo tam czystsze powietrze, wiatr hula między blokami i rozwiewa opary miasta. Nasza praca mieści się gdzieś na antypodach. Po drugiej stronie aglomeracji najeżonej blokowiskami i wieżowcami jak szkolny jeż kredkami. Za kilka rond, za kilka skrzyżowań, za kilka przesiadek będziemy u celu. Czytaj dalej