Bukiety jarzębiny na zajezdni autobusowej.

picmonkey-collage

Jesień w Krakowie czaruje za dnia liśćmi spadającymi na głowy jak konfetti. Wieczory przechodzą w ciche litanie kropel deszczu o dachy. Chodniki z wolna wilgotnieją, a koty wychodzą spod samochodów i otrząsają mokre łapki. Czytaj dalej

Konik na sprężynie, czyli o cechach dystynktywnych miast.

Dobczyce

/ fot. Dobczyce, woj. małopolskie

Zawsze żyłam w mieście, obudowana betonem. Prawdopodobnie dlatego nigdy nie marzyłam o własnym domku z białym płotem i doniczką pelargonii na ganku, znanym tylko z kinowego ekranu. Zamiast ganku z pelargoniami miałam staruszkę z naprzeciwka, która na klatce schodowej hodowała kaktusy w pojemnikach po margarynie. Czytaj dalej

Krowie rogi w oknie marszrutki, czyli niewyśniony sen o Gruzji.

P8041238ii

/ fot. Udabno, Gruzja

– Jak tam Gruzja?
– Jak to jak Gruzja? – odpowiadam, wyrwana z korporacyjnego snu, spomiędzy maili piętrzących się w skrzynce, które są teraz bardziej moje niż gruzińskie góry.

Gruzja to zapomniana bajka, szczyty wyznaczające kontur nieba, zmrużone słońcem oczy, krowie rogi odbijające się w oknach marszrutki. Gruzja to kierowca, który zanim zdąży przekręcić kluczyk w stacyjce, mocuje tlącego się papierosa między zębami i uderza pod wąsem w jakąś tęskną, gruzińską nutę. Eh, Sakartwelo*. Czytaj dalej