Po pachy w śniegu. Po szyje w eksrementach. Sylwester 2015.

Śnieg sypie w twarz. Rajstopy gryzą w uda. Drapie metka od czapki. Łyk pigwowego Soplicy. Miłe ciepło wzdłuż przełyku. A naokoło – ziąb i miernota meteorologiczna. Idziemy na Turbacz przez śnieg tak wysoki, że nawet nas z niego nie widać. Zachciało się Sylwestra w górach, na łonie natury. A że łono natury przywalone śniegiem, to weź bądź tu mądry.

Czytaj dalej