🌲🌲🌲

Odkąd przeczytałaś „Radio Armageddon” Żulczyka piszesz już tylko w drugiej osobie. Ta książka cię znokautowała. Poza tym to tę książkę ci podpisał i nad nią uścisnął ci rękę. Zaraz po tym, jak obwieścił wszystkim, że niedawno odkrył „dobrodziejstwa ssri i wszystkim je poleca”. Zapisałaś to zdanie w zeszycie z Sailor Moon, a jego dziewczyna patrzyła na ciebie badawczo dwa rzędy dalej. Nie miała make-upu i nie miała naciągniętej twarzy. Nie wiedziałaś, czy świadczyło to, o jej słabej sytuacji finansowej czy niezłomności charakteru.

No właśnie. Najlepiej pisać na zaczynającej się depresji, kiedy już nie masz siły bawić się w coś takiego jak lustra i make-up, a włosy myjesz tylko do zdjęć. Tylko zdjęcia zbierają cię z podłogi i każą ubrać się kilka razy w miesiącu jak na demo okładki Vogue’a. Byle fotograf nie zjebał zdjęć i byle nie okazał się ruchającym modelki okurwieńcem. Zresztą nieważne, miałaś pisać. Pisać zamiast latać po mieście z eyelinerem po skronie i warkoczykami doplecionymi przez laskę, która upiera się, że grała w „Liście Schindlera”, chociaż nie wygląda na więcej niż 40 lat. Miałaś pisać. Kiedyś poznałaś ludzi, którzy uwierzyli w twoje pisanie i chcieli cię czytać. Chcieli czytać, poprawiać przecinki i sprawdzać nazwy substancji psychoaktywnych w internecie. W żadnym rozdziale, w żadnej scenie, w żadnej z list dialogowych nie przyłapaliby cię na ściemie. Twój psychiatra byłby z ciebie dumny. Dumny, że można tak umiejętnie wciskać kit.

No ale nie pisałaś od lutego, a przynajmniej nie to, co pisać powinnaś. Wydałaś opowiadanie o OD, o overdosie, o przećpaniu w magazynie „Ruski Pop”, a potem wyprowadziłaś się z pudełka po butach na Grzegórzach, w którym nie mieściły się już twoje współlokatorki i kontakty pluły ci w twarz iskrami. Dowiedziałaś się, co to bezsenność i plastikowe szafy z działu promocja z Ikei, które zawalały się na ciebie, kiedy chciałaś wyjąć z nich bluzę.

Przeprowadziłaś się, po to, żeby pisać, ale okazało się, że tamten strych był akwarium, przez które widzieli cię sąsiedzi, z którego ścian wychodziły mrówki, a z okien sypały się pająki. Napisałaś tam dwa teksty, nagrałaś parę rozpaczliwych video, połamałaś się na desce na Błoniach i wyprowadziłaś z wielką ulgą i oddaną kaucją.

Przeprowadziłaś się do lasu. To było twoje marzenie od zawsze, odkąd matka czytała Ci „Tajemniczy Ogród” i puszczała na VHS „Anię z Zielonego Wzgórza”, kiedy byłaś chora. Naprawdę nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego farbujesz włosy na rudo i z każdym mieszkaniem, z każdym strychem przeprowadzasz się coraz bardziej w głąb, aż do tego dnia, kiedy budzisz  się, otwierasz okno i nieomal na śmierć straszysz wiewiórkę z gałęzi naprzeciwko. Już nie zasypiasz z widokiem betonu ani z łuną miasta kaleczącą ci niebo. Zasypiasz do cykad świerszczy, które grają nieprzerwany dźwięk bez końca i na zawsze, a ich „zawsze” kończy się dopiero z końcem lata.

Na myśl, że ktoś mógłby przyjść i zabrać ci las, chcesz przypiąć się do kaloryfera. Pod ręką masz kajdanki, więc zawsze możesz. Tu jest gazowe, tak że przez większą część dnia kaloryfer jest zimny i się nie spalisz. Tak robiłaś, kiedy nie chciałaś iść do przedszkola. Pamiętasz? Przyczepiałaś się do kaloryfera, a matka odrywała cię siłą. Old habits die hard. Bad habits die harder.

Las woła cię co wieczór, skosy zamykają się nad tobą, a ty nie piszesz tego, co miałaś, chociaż w głowie opowiedziałaś tę historię już sto razy, na sto sposobów, w stu różnych konfiguracjach bohaterów. Idziesz spać pod cieniem księżyca odbitym na ścianie i mówisz sobie, że tę historię możesz opowiedzieć tylko tam, gdzie się zaczęła, że ona jeszcze żyje tam, na Mogilskim, że ściany tej kamienicy jeszcze szepczą imiona bohaterów. Ale wiesz, że to nieprawda, to wymówka, kolejna wymówka i kolejna przeprowadzka, a Las Wolski jest przecież najpiękniejszy zimą.

Nasze usta były sprawcami oszustwa.

hoho3

/ fot. S_sylwia™

quotationPo dwóch dniach okazuje się, że […] moja historia miała jednak inny koniec, że w środku ktoś wyskoczył przez okno z drugiego piętra i nigdy nie wrócił i zostawił zadeptane ekstazy w puchatym dywanie. Tym dywanie, który po wyczyszczeniu językiem stawał się kolonią Hatifnatów i można na nim było oglądać sequele „Muminków” bez wyciągania projektora. Czytaj dalej