Drwaloseksualni, do siekier! Jodełka jedzie.

Grudzień. Biorę L4 jak gazetę z kiosku. A bo zapalenie spojówek. A bo to, bo tamto. Jadę po choinkę. Do Obi. Bo jak wiadomo, „wszystko w Obi”. Jadę, a tu Edytka pisze, że była wczoraj. Że choinkę pozyskała. Że tam jest choinkowe niebko. Tak pieje z zachwytu nad drzewostanem Obi, że po piątym esemesie zaczynam wierzyć, że urodziłam się po to, żeby jechać w tym roku do Obi po choinkę. Czytaj dalej