Wypiski znad połamanych luster.

ja na koniksie

/ foto cyknięte przez Haya

Z szafki wysypują się majtki, głównie czarne, i pudełeczka, które bardzo chciałabym, żeby się nie otworzyły. Upycham je z powrotem za wiklinowe drzwiczki i prowadzę ziomka na piętro. Tym razem czwarte. Ma spocone ręce, na koszulce plamę w kształcie dwóch skrzydeł, na ramionach żyły i wyblakłe tatuaże. Pachnie remontem i świeżym potem. Ręce ślizgają mu się po szafce, oczy wypatrują numerku na drzwiach. Ostatni blok, ostatnia klatka, ostatnie mieszkanie. Nie można nie trafić. Budujący początek. Czytaj dalej

Herbata z szałwii.

sukienkos

A co ty tam masz? Czas na pisanie czy warsztaty?
Jedno i drugie. I dwa koty. Głaszczę na zmianę. Tylko one nie lubią zmian.
To super. Kiedy wracasz?
Nie wiem, nie powiem.
Co to znaczy?
To znaczy, że w pełni wrócę dopiero, kiedy napiszę tę powieść.
Aga…
Stary, to będzie jakiś rok. Moja głowa będzie przez ten czas trochę gdzie indziej.
AGA!
Nie ma mnie, jestem teraz w swojej głowie, w swojej scenie, w swojej powieści. Buzi :* 

Czytaj dalej

Hera, koka, hasz, Lizbona.

P1100365xx

/ fot. lizońskie murale

Okulary przeciwsłoneczne, okulary przeciwsłoneczne! Rządek okularów dynda na grubym, parcianym sznurku. Ciemne szkła niemrawo odbijają styczniowe, południowe słońce jak leśne żuki. Kto to kupuje, zastanawiam się, grzecznie odpowiadając trochę zbyt nachalnemu sprzedawcy, że nie jesteśmy zainteresowane zakupem. Ten naciera na nas jeszcze raz, potrząsając sznurem z okularami jak choinkowym łańcuchem. Uchyla przy tym ortalionową wiatrówkę i cicho acz dobitnie cedzi przez zęby: “marihuana, haszysz, kokaina?”. Po wewnętrznej stronie kurtki, w równym rządku, wyeksponowane lepiej niż okulary, wiszą woreczki strunowe z marihuaną, haszyszem i białym proszkiem – kokainą. Czytaj dalej