Tam, gdzie rosną narcyzy.

To były czasy, kiedy ludzie wycinali siebie z tektury. Tektura była gruba, nieelastyczna. Ciężko się było do niej dopasować. Kiedy daną postać raz wycięto z jakiegoś powodu tak, a nie inaczej, z jedną nogą krótszą od drugiej, nie było rady. Trzeba było iść przez świat kulejąc. Jeśli przycięto komuś głowę tak, że wyglądała jak mało udane kanciaste jajo, też nie było zmiłuj się. Codziennie rano nakładało się na krzywiznę głowy kapelusz, nawet zanim podeszło się do lustra i przestąpiło próg. Czytaj dalej

Zimne Dziady Listopady.

Zimny weekend w Krakowie. Weekend, który udawał jesień. Stąd wrzucam starą ramotkę z listopada.

Był listopad. Od trzech dni przychodził co rano na podwórko. W ciężkich kamaszach i przykurzonym płaszczu. Listopad zziębnięty i nieswój. Mimo to, zdążyła się już zakochać. Rok akademicki rozpoczął się 3 października. Miesiąc temu. Wtedy jej serce było jeszcze wolne. Aż do pierwszych zajęć z portugalskiego. Czytaj dalej