Raz, dwa, trzy. Kaizen wymyślasz ty!

P5290115

Pamiętam swoją pierwszą korporację, pierwsze przejście przez bramki, pierwsze odkliknięcie karty gościa w windzie, pierwszy widok z siódmego piętra. Oddech poleciał gdzieś nad Kraków, w chmury, a nogi na szkolenie. Czytaj dalej

Republika Zielonego Przylądka na Powstańców Wielkopolskich.

P6180020

/ fot. Dziećkowice

quotationKtóregoś wtorku przyszła do korporacji przed szóstą. Potrzebowała wyjść z biura koło czternastej, a akurat nie miała nadgodzin do odbioru. Open space był opustoszały jak po epidemii cholery. Światła pogaszone, rolety szczelnie zasunięte. Usiadła przed komputerem i usłyszała cichuteńkie poćwierkiwanie ptaków. Kiedy zaczęła wsłuchiwać się bardziej w pozorną ciszę open space’u, udało się jej wyłowić z niej dźwięk wody, jakby spływającej po skałach. A potem jeszcze szum wiatru, jakby w liściach. Zaciekawiona podeszła w stronę drukarek, zza których dobiegały dźwięki korpo puszczy. Zobaczyła chłopaków z działu IT śpiących pokotem na biurkach, z nitkami śliny kapiącymi na podkładki pod myszki. Pośrodku tego osobliwego korporacyjnego dormitorium stał laptop z włączoną ścieżką relaksacyjną Tybet Forever. Czytaj dalej

Dmuchane lalki.

IMG_20160329_080927

Dłonie złożone na formularzu na stole, jak do modlitwy. Na paznokciach staranny francuski manikiur, to już ostatnia odsłona. Zaraz opadnie kurtyna i wszystkie znane głowy ukłonią się zamaszyście jak cyrkowcy. Po przedstawieniu kilka podpisów, zamiast na zdjęciach – na formularzach. Alicja liczy oddechy, zaciska mocniej wstążkę na kucyku i przygryza dolną wargę.

Na open spejsie zmęczone boksy. Nawet nie chce mi się przewijać do wcześniejszej piosenki, słucham węgierskiej reklamy twarogu, które korporacyjne wifi wrzuca mi co piosenkę na youtubie (cena darmowego internetu, niewygórowana, lingwistyczna). Mlaszczę z niedowierzaniem, że węgierski to prawdziwy język i roztapiam się z Grimes w oniryzmie jej ,,Go”. Czytaj dalej