Nasze usta były sprawcami oszustwa.

hoho3

/ fot. S_sylwia™

quotationPo dwóch dniach okazuje się, że […] moja historia miała jednak inny koniec, że w środku ktoś wyskoczył przez okno z drugiego piętra i nigdy nie wrócił i zostawił zadeptane ekstazy w puchatym dywanie. Tym dywanie, który po wyczyszczeniu językiem stawał się kolonią Hatifnatów i można na nim było oglądać sequele „Muminków” bez wyciągania projektora.

Tak właściwie to wszystko sprowadza się do tego, że cały czas próbuję opowiedzieć tę samą historię. Na milion sposobów, z milionem zmienionych imion i wymyślonych miejsc, z milionem dialogów nagranych na telefon i milionem nazw, które śnią mi się między czwartą a szóstą. Boję się, że nie umiem opowiedzieć tej historii tak, jak na to zasługuje. Z drugiej strony boję się, że kiedy ją już opowiem – umrę, że nie będzie nic dalej, że nie będzie żadnego „poza”, że to już będzie „game over”  – napis z neonów nad moją głową jak krzywa aureola z jakiejś nieudanej sesji na Dolnych Młynów.

No tak. Jestem mistrzem oszukiwania się. Oszukuję się na miliony sposobów. Mieszkam w lesie, żeby pisać. Mam w domu brzozę, żeby lepiej spać. Mam pod poduszką kamień, żeby jeszcze lepiej. Pies szczeka mi za oknem i z każdym szczeknięciem zdaję sobie sprawę, że nie napisałam ani słowa tej historii, że ta historia wciąż we mnie żyje i nie może się wydostać, że dusi mnie we śnie. To nie piec który wrzuca dwadzieścia stopni na holu, to ta historia. Ta historia każe mi mówić za dnia rzeczy, których nie chcę i każe mi śnić nocami sny, które najchętniej potraktowałabym jakimś mocnym neuroleptytkiem.

Czasem słyszę jakąś piosenkę i myślę, że ona opowiada tę historię, moją historię, że ta historia została już opowiedziana, że nie muszę robić tego jeszcze raz. Wierzę w tę piosenkę jak Żulczyk w swoje „Czarne Słońce”, staję się jej wyznawcą. Chodzę z nią dwa dni, noszę trzy centymetrów nad sercem, katuję koleżanki z pracy. Po dwóch dniach okazuje się, że to jednak nie to, że fajnie, ale że nie do końca, że moja historia miała inny koniec, że w środku ktoś wyskoczył przez okno z drugiego piętra i nigdy nie wrócił i zostawił zadeptane ekstazy w puchatym dywanie. Tym dywanie, który po wyczyszczeniu językiem stawał się kolonią Hatifnatów i można na nim było oglądać sequele „Muminków” bez wyciągania projektora. Ten dywan, który najpierw pachniał psem, potem tylko potem i zleżałymi perfumami. Cały czas mam go w głowie i wrzuciłam go do tylu scen, że właściciel mieszkania powinien mi go odpalić w gratisie. Właściciel który miał rudą brodę, tyle hajsu na koncie, że nie umiał się doliczyć naszych kaucji i odwiedzał kamienicę raz w roku, z końcem sierpnia, żeby wyrzucić przez balkon rzeczy po wcześniejszych lokatorach. Unikał nas i naszych spojrzeń, a sam miał wzrok Marka Zuckerberga, który wymyślił nową emotikonę na Facebooka, ale jeszcze nikomu nie powiedział. On też jest w mojej historii, on też doczeka się swojej sceny.

Czasem jeszcze chodzę do mojej starej kamienicy, wyciągnąć listy od Yves Rocher i obejrzeć przedatowane aviza z Chin bez polskich znaków. Kto wie, co zamawiałam i po co. Byłam wtedy innym człowiekiem i zamieszkiwałam inną galaktykę. Na balkonie te same stare krzesła, nowy popiół. Tylko fluoroesencyjna Maryja nie świeci w oknie i nikt nie wybija z kopa witraży w drzwiach.

cienkie

​Jeśli spodobał Ci się tekst, to super, to bardzo mi miło! Gdzieś tam, pod lasem, cieszę się jak dziecko i skaczę pod sufit mojego strychu. Udostępnij, proszę, podlinkuj, przescroluj jeszcze raz. Wpadaj też częściej na jesień i na Facebooka. Much love!

24 myśli na temat “Nasze usta były sprawcami oszustwa.

  1. ilonapisze

    Uwielbiam spotkania z ludźmi w ich tekstach. Meeting z Tobą to obowiązkowy element (nie tylko) jesiennego wieczoru. Pisz, nie przestawaj. Historie będą żyły w nas tak długo, jak długo pamięć o nich będzie trwać w innych.

    Polubione przez 1 osoba

  2. paczucha

    Każdą historię, którą opowiadam, jest nie taka jaką była w rzeczywistość, brakuje czasem w niej całego oddechu, deczko mniej strachu jest w literkach, mniej zapachu roznosi się w po tekście, gdyż słowa nie oddadzą w pełni tych niuansów. Pokłony, ukłony.

    Polubienie

  3. Caffe

    Bardzo mi się podoba jak piszesz, w jaki sposób budujesz zdania. „Ta historia każe mi mówić za dnia rzeczy, których nie chcę i każe mi śnić nocami sny, które najchętniej potraktowałabym jakimś mocnym neuroleptytkiem.” Super!! Piosenka mi się nie podoba, ale Twoje słowa – Tak!! :-)

    Polubione przez 1 osoba

  4. Zib

    Nauczyłaś się wreszcie ze „moje historie nigdy się nie kończą”? Bez względu na to ile razy będziesz robiła ich sequel.
    Życie jest tak podle że aż piękne ale gamę over nie zobaczysz nigdy. Zresztą nie dlatego że masz trzy życia w tej grze. Nawet nie dlatego że jako porządny kot(kicia) masz tych żyć conajmniej siedem. Bo tak naprawdę wszyscy istniejemy od początku świata. I będziemy do jego końca, jeśli jakiś będzie?
    Chen walić już twego pisania nie bardzo potrafię, wystarczy że czytam…. ze szczęką na podłodze. Czasem wręcz zabierasz mi moje własne mysli….
    😻

    Polubione przez 1 osoba

      1. Zib

        A zabieraj, ale to nie komplement, to najczystsze stwierdzenie faktu bez konotacji. Ani pozytywnych ani negatywnych. Choć czasem mogę Ci tylko współczuć i to jest ozywcze, bo sobie współczuć nie będę 💗
        A czuć chyba nie można zbyt wiele??? Agatko.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.