„To dobry człowiek, choć prawosławny.”

kuń 2

/ fot. Małgorzata Szoka-Komorowska, archiwum prywatne

Piątek. Na niebie dziewiętnasta. Deszcz maluje chodniki i cały Rynek Główny przegląda się w kałużach jak w wielkim, krzywym lustrze jesieni. Jesień powinna być sucha i złota. Taka jak na Pintereście, przeklinam, parkując rower na rogu Brackiej i Gołębiej. Wiatr wydyma mi kurtkę jak parasole przechodniom.

W Prowincji razem z całym mnóstwem ludzi obleczonych w swetry, okutanych szalikami i rzędem słodkich czekolad, z braku miejsca dosłownie spadających z lady, już czeka Gosia. Nie widziałyśmy się od zakończenia Szkoły Pisania Powieści Marii Kuli. Obie miałyśmy wtedy na sobie więcej make-upu i biżuterii i jeszcze nie złorzeczyłyśmy jesieni. Żadna z nas nie skończyła powieści, ale też żadna nie skończyła z pomysłem jej napisania.

Dwie czekolady później jesteśmy już w innym temacie i miejscu, bo w Sokółce. Gosia tak jak ja pochodzi w Podlasia. Podlasie to region gdzie więcej niż przyszłych artystów rodzi się tabu. O jednym z nich napisała w ramach warsztatów reportażowych. Do Sokółki jeździła nie tylko do rodziny, ale żeby zbadać i opisać tabu wokół cmentarza żydowskiego, który wielki na przeszło hektar ścieli się mchem i tajemnicą nad sokólską społecznością.

W trakcie prac nad reportażem w Muzeum Ziemi Sokólskiej Gosia poznała Ewę, nauczycielkę plastyki z lokalnej szkoły i Olę, kustosz muzeum, które tak samo jak ona zapaliły się jakiś czas temu na punkcie cmentarza. W tamtym czasie cmentarza prawie nie było widać zza krzaków, a między poprzewracanymi macewami hulał mech i wiatr. Macewy były kupami kamieni i rozszalałych roślin. I tak narodził się pomysł renowacji cmentarza, wycięcia obrastających go chaszczy, uporządkowania i odczytania macew. Ale też cyfryzacji miejsca, przeniesienia go do przestrzeni wirtualnej. Po co? Jeśli żyje gdzieś jeszcze w świecie potomek leżących na dalekiej północy, to będzie mógł swojego dziadka lub prababcię znaleźć w internecie, o ile oczywiście wpadnie na taki pomysł. Będzie to też narzędzie przydatne do badań i umożliwi zachowanie historii, pomimo stanu fizycznego macew.

Żydowska ludność Sokółki została eksterminowana i poza cmentarzem czy historiami, które jeszcze tlą się w pamięci starszego pokolenia Sokółczan nie pozostało po niej nic. Gosia opowiada, że jej babcia bardzo dobrze wspomina wizyty w getcie. Głównie dlatego, że był to jej ostatni czas z matką, która umarła tuż przed końcem wojny, ale też dlatego, że u Żydówek szyło się sukienki, bo znały się na fachu, poza tym było u nich taniej. W synagodze przed wojną kupowało się kożuchy, co było nie do pomyślenia i nie do zrobienia w kościele. Z opowieści babci wyłania się jednak wizja innego jako kogoś, do kogo mimo wszystko trzeba mieć pewien dystans. Jedno z ulubionych powiedzonek babci to: „to dobry człowiek, ale prawosławny”. Właśnie chęć zniwelowania lęku przed innym jest głównym motorem inicjatywy. Gosia wierzy i działa zgodnie z inną zasadą, będącą niejako w sprzeczności do uprzedzeń babci: „nie znasz, to się boisz, poznajesz, to się przestajesz bać”.

Razem z Ewą i Olą chcą, żeby pamięć o innym przetrwała, a odnowiony cmentarz był pomnikiem tej pamięci. Poza czynnościami rekonstrukcyjno-pielęgnacyjnymi cmentarza, w planach są także warsztaty dla dzieci o tożsamości i inności.

Kiedy docieram do roweru, najchętniej strzepnęłabym kropelki deszczu z siodełka, ale nie ma opcji. Niebo dosłownie urywa się na głowę. Ale w głowie mam już inne rzeczy niż hejt na jesień.

| Więcej i mądrzej o inicjatywnie możecie przeczytać tu. Za rozmowę dziękuję Małgorzacie Szoka-Komorowskiej.

32 myśli na temat “„To dobry człowiek, choć prawosławny.”

  1. stopociechblog

    ” Dobry Człowiek” powinno wystarczyć. Może gdyby ktoś do kogo ona ma zaufanie, kto jest autorytetem dla niej, porozmawiał, naświetlił sprawę, pokazał inny punkt widzenia. Dobroć nie wynika z pielęgnowanej w tradycji wiary, tylko z naszego wyboru. A inicjatywa piękna, ludzi ciekawych świata. Pozdrawiam Ciebie. Zawsze czekam na nowy tekst. Tyle razy zaglądałam. Dziękuję.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Ultra

    Otóż boimy się tego, czego nie znamy, co nie było oswojone. Ciekawe ile pokoleń musi minąć, aby nikt nie usłyszał tego: dobry, ale nie jest katolikiem. I nie będzie tyle obłudy, i nie będziemy oceniać wg wiary.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 2 ludzi

  3. AgaD

    A ja mieszkam w miejscu „przeszczepionego” prawosławia, na Dolnym Śląsku. Najpierw po wojnie przybyli tu repatrianci „zza Buga” (chyba i pewnie nie zawsze stamtąd), a teraz całe rzecze pracowników z Ukrainy. Obserwuję rozwój tutejszej cerkwii (kilkanaście lat temu zajęli nieużywana kaplicę, chyba ewangelicką) i działania ekumeniczne tutejszego popa. Też mam wrażenie, ze to dobrzy ludzie, choć prawosławni :-) Poznanie czy tak jest rzeczywiście wymaga wysiłku, nie zawsze się chce.

    Polubione przez 1 osoba

  4. ulotnechwile870674553

    Kapitalny tekst. „… nie znasz, to się boisz, poznajesz, to się przestajesz bać”. Tylko trzeba chcieć, gdy tymczasem większość woli nieznane skreślić na starcie, zamiast starać się poznać. Kapitalna inicjatywa ludzi, którym chce się więcej niż innym.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.