Weekendowy kurs, kilkudniowa śnieżyca i życiowy game changer.

woń migdałów edytka

/ fot. ,,Morderstwa i woń migdałów”

Camilla Läckerberg, ,,Morderstwa i woń migdałów”. Na zbiór składają się: 3 nowele, minipowieść ,,Zamieć śnieżna i woń migdałów” i historia autorki, która, tak jak ja, którejś jesieni poszła na weekendowy kurs pisania powieści. Kurs zasponsorowała jej matka i ówczesny mąż. W jej przypadku był to kurs pisania kryminałów (o innym gatunku nie było mowy) i dla autorki był to totalny game changer. Wykończenie i opublikowanie debiutanckiej powieści zajęło jej trzy lata.

Rzecz dzieje się przed Bożym Narodzeniem na odciętej fatalnymi warunkami pogodowymi małej, szwedzkiej wyspie. Rodzina Liljecrony organizuje duży zjazd rodzinny i w wydarzeniach bierze udział cała rodzina – bliższa i dalsza.

Łącznie jest tu 8 reprezentantów rodziny Liljecrony, Martin, chłopak jednej z sióstr i dwie osoby zarządzające pensjonatem. Czyli 9 postaci o tym samym stopniu ważności i 2 epizodyczne (zarządcy pensjonatu). Brawa i wiwaty za super skrojone sylwetki bohaterów. Nawet słabo zarysowani dozorcy nie wydają się jak doklejeni skądinąnd.

Postaci poznajemy głównie z dialogów i przesłuchań (też w formie dialogów) i jest to wyborna i bardzo soczysta forma przedstawienia skomplikowanych relacji w tej wielopokoleniowej rodzinie. Nie wyspojleruję jakoś specjalnie – bo rzecz się dzieje na czternastej stronie, a i co dociekliwsi domyślą się po tytule – protoplasta rodu pada martwy, lądując głową w nienapoczętym daniu. Daje to początek przesłuchiwaniom przeprowadzanym w pensjonacie przez Martina, młodego policjanta. Dobrze się wszystko spina. Nie ma nieistotnych wydarzeń, szczegółów dla samych szczegółów (tzw. zasada Strzelby Czechowa). Do tego fajna, zwarta forma.

Super dużo da się oddać samym dialogiem i ta minipowieść jest tego świetnym przykładem. Bardzo dobrze dobrana jest też cała sceneria: pogoda (śnieżyca), miejsce (odosobniona wyspa odcięta od świata) i okoliczności (rodzina uwięziona na wyspie, wyczekująca lodołamacza). Prowadzący śledztwo nie znał rodziny wcześniej i historia zostaje puszczona przez jego optykę. Znany, ale kolejny dobrze pasujący zabieg.

Z minusów, bohaterom zdarza się „wychodzić tyłem” z pokojów, ale to chyba feler na poziomie tłumaczenia, bo nie ma powodu, żeby zamiast wyjść standardowo mieliby „wychodzić tyłem”. Nic nie niosą, nic nie dopowiadają, wychodzącym tyłem, a jednak uparcie wychodzą.

Ogólnie: szybkie cudo. Bardzo polecam.

2 myśli na temat “Weekendowy kurs, kilkudniowa śnieżyca i życiowy game changer.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s