Randka na Wieży Mariackiej i inne sztosy pod osłoną nocy.

PC120106
/ fot. wiatr na mieście

Agata, napisane szybko i niezdarnie, przerywającym markerem, jakby się komuś bardzo spieszyło. Wzdycham i przypinam plakietkę do mojej bluzy w planety, ,,w widocznym miejscu”. Stolik numer jeden stoi zaraz przy wejściu do sali. Opadam na krzesło bez większego przekonania i gracji i zabieram się za leżąca na nim kartkę. 5 Piotrków i kilku nosicieli bardziej wymyślnych imion. Trafia się nawet Gniewko.

– Heeej.
– Hej – podaję rękę i gestem zapraszam do stolika. Piotrek #1 z nietęgą miną siada przede mną i splata ręce jak w poczekalni u lekarza. Ma poobgryzane i zaognione skórki wokół paznokci.
Dźwięk dzwonka i wszyscy rzucają się do rozmowy jak nurkowie do basenu.
– Jestem Agata – uderzam się w plakietkę z imieniem jak w order uśmiechu – i jestem za koleżankę. Pochorowali się jej dziadkowie i musiała do nich podskoczyć.

Piotrek #1 oburza się na wieść, że jestem ,,na zastępstwo”. Odsuwa się rozjuszony na krześle, pyta czy mam chłopaka i po co tu właściwie jestem. Dla Piotrka #2 oszczędzam więc informacji o dziadkach i zastępstwie i strzelam pytaniami:
– Gdzie wolałbyś mieszkać, w centrum Nowego Jorku czy na skraju Puszczy Białowieskiej?
– Nowy Jork, bo do puszczy słaby dojazd.
– To nie boisz się korków w Nowym Jorku? – powątpiewam znad wyjątkowo źle skomponowanej wódki z Colą.
– Jakie tam korki, ja na Kurdwanowie co rano godzinę stoję, to mi żadne korki nie straszne.
No tak. Co racja, to racja.

Dzwonek

I tym razem Tomek. I kolejna koszula jak na rozmowę o pracę.
– Z Watykanu wróciłem – szybko strzela słowa, żeby zmieścić jak najwięcej treści w dwie minuty, które trwają już od jakiejś jednej – miałem dwie wycieczki polskich pielgrzymów do oprowadzenia.
– Mhm, jak tam pogoda w tym Watykanie?
– Pan pobłogosławił nas słońcem w pierwszym tygodniu, ale zesłał deszcz w drugim.
– Ty tak na serio? – pociągam drinka i patrzę na sperlone potem czoło mojego rozmówcy.

Dzwonek

– Dziękuję za spotkanie, nie będę ustawał w modlitwie.
Aż chce się powiedzieć amen. Dyskretnie wycieram o siebe rękę zapoconą uściskiem pielgrzymkowicza. Gniewko już stoi nad stolikiem, przyćmiewając lampy. Chłop dwa na dwa, opada na krzesło jakby testował wytrzymałość surowca. Aktowi akompaniuje cichy trask, ale mebel się nie rozpada.

– Twoje największe osiągniecie? – zagajam.
– Największe osiągnięcie? O, mam! Byłem bardzo nieśmiałym dzieckiem. Pół dzieciństwa spędziłem, oglądając filmy z Brucem Lee. Rozciągnąłem się do szpagatu na tych filmach.
– Jaki sztos – chwalę – to co, pokażesz?

Nie ma mowy, że tak wielki chłop wyszpagatuje się na środku klubu. Wątpię, żeby w ogóle potrafił się wyszpagatować. Gniewko ochoczo przystępuje do zadania. Podciąga pasek w spodniach po pachy, ukazując zaskakująco chude kostki obtoczone w białe, zrolowane skarpetki. Podskakuje jak skrzypek na dachu w słynnym musicalu, rozciągając się nawet do nadszpagatu i opada z hukiem na podłogę. Szczęka opada mi dopiero po chwili, kiedy randkujące gwiazdy z sąsiednich stolików porzucają swoich dwuminutowych partnerów i rzucają się z telefonami, uwieczniać zaistniały na podłodze szpagat na Instagramach, Twitterach i mmsach do mamy. Temu ściskam rękę z uznaniem.

W końcowej rundzie skreślania i dawania taków mylę się o jednego Piotrka. Kiedy dojeżdżam do domu, na telefonie rozbłyska mi sms. “Cześć, może dasz się wyciągnąć na Wieżę Mariacką na tygodniu? Szczęść Boże!”

6 myśli na temat “Randka na Wieży Mariackiej i inne sztosy pod osłoną nocy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.