Lookbook na płatkach śniegu.

PC040069 XXX

/ fot. Bracka

Zima rozpięła się na Mogilskim jak stary płaszcz. Cisza zakazała wstępu samochodom i ludziom, a ptaki zaniemówiły z tęsknoty za jesienią. Czubki choinek stały nieruchomo, niewzruszone przez wiatr, zdumione zimnem, które uderzyło w nocy.

Przecinała aleję szybko i na przełaj. Jej granatowy płaszcz z Zary odcinał się na tle bieli śniegu. Marmurkowe legginsy rolowały się w okolicy łydek — pewnie uważała, że ma grube nogi, chociaż nikt nigdy nie wpajał jej tego przekonania. Legginsy na oko były o dobry rozmiar za małe i marmurkowy print pojaśniał od mocnego napięcia materiału. Może brak komentarzy na temat jej nóg sprawił, że z biegiem lat nabrała pewności, że oznacza on tyle, że nogi są faktycznie za grube, a tego przecież wytykać nie wypada.

Botki czarne, zamszowe, przed kostkę, żeby linia nogi wydawała się smuklejsza. I faktycznie, z tyłu jej nogi wyglądały jak dwa, zgrabnie wygięte, kocie ogony. Z tyłu na każdym bucie — długie paski wiotkiego zamszu, zawiązane w pokaźnej wielkości kokardę. Kiedy stukała obcasami o wyłomy chodnika, jej buty wyglądały jak dwa prezenty absurdalnie odbijające się od ziemi wbrew siłom grawitacji.

Dziwne, że nie nałożyła czapki — pewnie nie miała niczego pasującego, bo zima zaskoczyła ją jak całą scenerię wokół. Blond loki, skręcone w porannym pośpiechu na prostownicy w sprężystych podskokach odbijały się od płaszcza. Z tyłu, na wysokości potylicy, miała wpiętą złotą spinkę w kształcie gałęzi drzewa. Tak ładną i dużą, że było ją widać stąd. Coś podobnego mignęło mi kiedyś w jakimś lookbooku z inspiracjami ślubnymi dla panien młodych i druhen. Włosy, pomimo częściowego spętania spinką, co do której proweniencji wciąż łamałam sobie głowę, kiedy ginęła mi za zakrętem, były jednym z najbardziej widowiskowych elementów jej looku. Zresztą jak co rano.

Stałam z aparatem przyciśniętym do niewymownie zimnej szyby balkonu i przeklikiwałam szybko zdjęcia, które udało mi się cyknąć przez wykwity szronu na szybie. Szron sfotografował się zaskakująco korzystnie — jak ażurowa ramka po lewej stronie kadrów. Darmowy filtr od zimy, lepszy niż cały pakiet Instagrama.

Nie wiedziała, że co rano o 6:15 jest dla mnie biegnącą inspiracją. Jedyne co, to mogłaby spieszyć się trochę spokojniej, żeby łatwiej było wychwycić detal. No ale przecież, nie wiedziała, że jej wybory odzieżowe i fryzjerskie mam udokumentowane od marca zeszłego roku, kiedy wprowadziłam się do domu obok. Te buty dziś naprawdę mnie ujęły. W tym sezonie zaprojektuję chyba płaszcz wiązany w zamszową, a może aksamitną kokardę na kapturze. Może kupi go potem w ulubionej sieciówce.

 

/ Tekst napisałam w ramach Szkoły Pisania Powieści prowadzonej przez Marię Kulę.

2 myśli na temat “Lookbook na płatkach śniegu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.