17 minut.

karuszka

/ fot. południe w Krakowie

Cyntia ma dziś smutniejsze włosy niż minę. Jej fryzjerowi wypadł dysk i laska na zastępstwie pomyliła kolory i klientki. Cyntia siedzi przed komputerem jak przed wyłączonym telewizorem i obraca w palcach czarny kosmyk. Do korporacji nie chce chodzić nikt, a chodzą wszyscy, tym bardziej w październiku.

W środę przychodzi do domu po dwóch dobach. Kamienica zaliczyła trzy awarie prądu. Znajomemu wybuchł bojler na poddaszu i cały tydzień jeździ od Kurdwanowa po Krowodrzę z ręcznikiem pod pachą i nadzieją na ciepły prysznic. Samochody stoją całe ranki na ulicach jak drzewa wysadzające aleje. Pełne ludzi i myśli, gdzie powinni być pół godziny temu. Nowe współlokatorki lepiej niż kod do wifi znają już jej numer telefonu i tylko stare niedopałki w słoiku po musztardzie sarepskiej przypominają minione lato.

Roger chce się spotkać, kupił już nową pastę do włosów i obciął paznokcie na zero. Wypolerował karty kredytowe i poukładał je alfabetycznie w świeżo wypastowanym portfelu.

Letnie wieczory zapisały się smugami wina na balkonie, a na trawie trzy piętra niżej leżą kasztany i korki po winie. Wieczór przypomina, że w trakcie tych wcześniejszych nie trzeba było liczyć czasu, a kalendarz w pokoju stanął na sierpniu i już nie ruszy.

Cyntia ma dziś więcej otwartych okien niż kont w banku. W trybie incognito wybiera dzień na spotkanie i legginsy na aliekspresie. Nie wie, że nawet rękawiczki zamówione miesiąc temu nie zdążą przed pierwszą falą mrozów. Smog rozwiesi się od Podhala po Śląsk i tylko studenci z pierwszego roku nie będą nosi masek przeciwsmogowych tej jesieni. Sezon na grzyby się skończył, a kurki spleśniały w lodówce. Listonosz przyniósł nową obudowę na telefon, ale szybka rozpękła się od brzegu do brzegu jak serce w kinie.

Roger wypolerował już buty i szkła do okularów. Będzie dziś widział świat w bolesnej trzeźwości i z umiłowaniem detalu godnym szkła zegarmistrza.   

Cyntia, wybiegając na spotkanie, zostawiła w mieszkaniu wiatr, jesienne liście i porwane sznurówki od trampek. Nienawidzi jesieni tak samo jak porządków. Nigdy nie odbiera telefonu w posprzątanym mieszkaniu. Liczy oddechy, liczy drobinki kurzu na drewnianych meblach i czeka aż czas naprawi jej lęki, poprzestawia książki, wysokie przy niskich, grube przy chudych, cięte kwiaty wrzuci do wazonu  z suchymi makówkami. Czeka, aż będzie miała odwagę zadzwonić do psychiatry i tatuatora, w tej kolejności i zerwać tyle kartek z kalendarza, ile będzie trzeba.

Cyntia wybiega z mieszkania, rozrzucając w korytarzu włosy, które nie są jej. Nie poznaje się w lustrze, przegląda się raz jeszcze w tafli kałuży i telefonu. Tramwaj ochlapuje ją od kolan po pachy. Resztę zasłaniają kalosze i szalik. Zegar na ratuszu przypomina jej koło okrętowe z escape roomu, w którym była trzy lata temu. Miasto szepcze do niej jak wielki kolaż przeszłości. Na spotkanie wbiega z myślami splątanymi bardziej niż warkocze.

Roger sprawdził, że spóźniła się dokładnie 17 minut, przyszła od innej strony niż zapowiadała i ma żuka na lewym kaloszu. Karty z portfela pocierał tak długo, że były cieplejsze niż jego serce.

7 myśli na temat “17 minut.

  1. houseferatu

    Hej, przyjemnie się czyta, ciekawa fraza. Tylko ewentualnie napisałbym „korki od butelek”, żeby nie powtarzać „wina” i „dym z kominów” zamiast „smog”,żeby ten nie pojawiał się dwa razy w tekście. Ale może za bardzo kombinuję. Naprawdę spoko lektura z klimatem i poetycką wyobraźnią.

    Polubienie

    1. danuaria

      Zabawny?! To ma być zabawny tekst?
      Moim zdaniem wręcz przeciwnie – bardzo smutny. Mam wrażenie, że autorka tego tekstu pilnie wymaga pomocy specjalisty. I nie piszę tego po to, by ją obrazić. Ja się po prostu bardzo martwię. Jestem przerażona, co z człowiekiem robi praca w korporacji, że pisze tak ponure i katastroficzne teksty. To już kolejny taki tekst pod rząd.
      No i natychmiast powinna zmienić pracę, ale broń Boże nie przechodzić z korporacji do korporacji. Ale najpierw wizyta u specjalisty, może nawet nie jedna. Przepraszam, ale jestem wstrząśnięta. A współczesnemu niewolnictwu mówię stanowcze NIE!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Tochybaomnie

        Dla mnie ten tekst nie jest ani ponury, ani katastroficzny, jest za to do bólu naturalistyczny. Realizm pomieszany z pewną dozą abstrakcji uderza od pierwszych zdań. Odnajduję w nim jesienną nostalgię i tęsknotę za latem i młodością. Niby proza, a jednak trochę wiersz, bo każdy inaczej go interpretuje i czuje. Jeśli na tym zależało autorce, to gratuluję, cel osiągnięty ;)

        Polubienie

      2. Avodaya

        Oj.. Wiele osób pociąga smutny i melancholijny nastrój. Taki typ osobowości. Mogą z tego czerpać motywację lub poprostu odpoczywać. Dla równowagi warto sobie czasem pozwolić na gorsze chwile i przeżyć je równie świadomie co lepsze oraz tak samo docenić.
        Jesień kochamy nie za brak słońca i ciepłych, letnich chwil na plaży tylko za piękne, opadające liście, szare, ciężkie chmury mknące szybko po niebie i orzeźwiające powietrze.
        Każdy i wszystko jest inne, to stąd biorą się nasze emocje. Gdyby wszyscy byli tacy sami, każdy dzień w roku identyczny, kogo byś kochał, co byłoby Twoim ulubionym smakiem, zapachem, widokiem?

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.