Galaktyki weekendu.

karuszka

/ fot. ulica Mikołajska

Okna trzymają więcej oddechów niż myśli. Na zewnątrz smog rozwiesza mgły po latarniach. Wieczór pada aż po bruk i tylko księżyc błyszczy jak powinien. W tym miesiącu pełnia przyszła za wcześnie i nikt nie zdążył pofarbować włosów na czas.

Stoją ludzie rano na Mogilskim z odrostem do ucha, przesuwają z nudy i zasady kolczyk w wardze językiem i czekają na ulubione tramwaje jak na ciastka w cukierni.

Animatorzy na Floriańskiej rzucają ulotki i pytania jak oskarżenia: „co jecie? mięso jecie? gluten jecie? jecie to wymrzecie, chodźcie do nas, u nas takie eko, że będziecie nieśmiertelni”.

Ludzie bywają tu nieśmiertelni od weekendu do weekendu. Źrenice pochłaniają cały świat, ciągną się od ściany do ściany jak wspomnienia. Wino już wyszło z mody, a kieliszek z ręki. Rozglądasz się w poszukiwaniu znajomej twarzy, ale wszystkie wyglądają obco, pomalowane światłami na fioletowo. Liczysz beaty, licznych uderzenia serca, ale nie możesz się doliczyć pieniędzy w portfelu. Godzina już nie ta, światła rozlewają się jak kałuże na zewnątrz. A smog wyje jak syrena alarmowa, obwieszcza świt.

Deszcz wymalował już chodniki na jasną akwarelę. Ludzie rozchodzą się do tramwajów jak do swoich spraw, ktoś ściąga apkę Atlas Grzybów, ktoś inny szepcze, że to sezon, bo takich deszczy to od Noego nie było. Świt błyska się po szybie tramwaju jak laser po szybce xero i w sumie nie opłaca się już kłaść, bo współlokatorzy chcą przecież też dziś jechać na grzyby. Kapelusze w modzie co sezon, więc nie warto się opierać. Opierasz się o ścianę, bo głowa ucieka do wczoraj, a myśli znikają jak nie twoje.

Współlokatorzy pielęgnują swoje sekretniki, każdy ma swój klucz, swoje myśli, swoje książki i swoje marzenia. Pozamawiali masek przeciwpyłowych na Aliekspresie i czekają na lepsze jutro. Kolejki dłuższe jak za PRLu, czekasz trzy miesiące. Biała paczka, zapach nowości, zmęczone ramiona listonosza, ale i tak już nie pamiętasz, co zamówiłeś i żyjesz już w przyszłości, czekając na piątą przesyłkę w przód.

Przeszłość dogania cię o świcie, jedziesz sama ze sobą tramwajem. Odbijasz się sama sobie w szybie jak Księżyc w studni. A tu stoją ludzie rano na Mogilskim z odrostem do ucha, przesuwają z nudy i zasady kolczyk w wardze językiem i czekają na ulubione tramwaje jak na ciastka w cukierni. I tylko twój telefon wie, że już poniedziałek, bo poza atlasem grzybów ściągnęłaś też nowy kalendarz.

6 myśli na temat “Galaktyki weekendu.

  1. stopociechblog

    I pachnie to smutkiem. Takie przewidywalne życie bez większej ekscytacji. Już nic nas nie cieszy. A Ty dziewczyno, rzeczywiście umiesz pisać i zwykłe sprawy zauważasz, celnie oddajesz czytelnikowi. Podziwiam.

    Polubienie

  2. Straszny Kocioł

    Jak odrost będzie do ucha, a od ucha jasny blond, zamiast kolczyka w wardze cyrkonia w nosie, to możesz do mnie podejść, zagadać. Próbuję wrócić do naturalnego koloru, a od Księżyca do Księżyca liczę centymetry.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.